Dr (bardzo zresztą sympatyczny), z którym już trzeci semestr mamy zajęcia, wchodzi do sali standardowo spóźniony o jakieś 15 minut. Kładzie teczkę na biurku, po czym przypatrując się twarzom obecnym w sali stwierdza na początku:
- O nie, to znowu wy!
Następuje gromki śmiech z naszej strony, a dalej z rozbrającą szczerością pada pytanie od prowadzącego:
- Co to za przedmiot?
- Nie wiemy :D
- To niech ktoś pójdzie do dziekanatu i sie dowie, przy okazji listę przyniesie.
