Rok 1999, prawa strona Wisły, dyskoteka pod niewielkim miasteczkiem, gdzie jak wiadomo zjeżdżają się zazwyczaj osobniki z ościennych wiosek. Blondyna, uroda remizowa(ale jak to moi kumple powtarzają: torba na łeb i ku chwale :D), postanowiła podbić do grupki chłopaków stojących w lokalu:
Ona: Tańczyta?
Oni - patrzą po sobie, lekko zniesmaczeni, cisza...
Ona: Tańczyta czy nie? - nalega zniecierpliwiona białogłowa.
Jeden z nich w końcu postanowił oświecić niewiastę: NIE
Ona: To jak nie tańczyta, to spie***lajta!!
