Pracowałam w wakacje jako telemarketer, sprzedaż książek przez telefon. Generalnie masakra, bo kazano nam dzwonić i mówić, że dzwonimy w sprawie jakiejś tam fundacji, bo niby szef dawał 10% dochodu na jakieś tam cele charytatywne, tylko, ze ludzie słysząc, że dzwoni się w sprawie fundacji myśleli, że dzwoni się z fundacji. Praca okropna, ale przytrafiła mi się całkiem zabawna rozmowa.
- Dzień dobry tu xyz ja dzwonię w sprawie fundacji ....itd
- No witam panią, ale my wspomagamy tylko młode i upadłe dziewczęta ;)
