Moja mama poszła w odwiedziny do koleżanki, której syn miał wówczas 3 lata. Mały bardzo zainteresował się naszym psem, którego mama zabrała ze sobą. Wymieniał po kolei części ciała psa i pokazywał je bardzo dosadnie "oko", "nos", "uszy" itd... biedny pies... w końcu zaczął go ciągnąć za smycz niemal dusząc. Mama zareagowała i tłumaczy mu, że piesek tu szedł z daleka i jest zmęczony i nie chce już iść na co mały z wyrzutem do mamy:
- To nie masz samochodu?!
