Będąc młodym i głupim, na 14 moje urodziny wypiliśmy "troszeczkę" z kumplami, pod nieobecność rodziców. Kiedy już kasa się skończyła, każdy chciał jeszcze. Więc wybrałem się na złodziejską "wyprawę" do pobliskiego sklepu. Jednak nie udało mi się to, i powędrowałem do magazynku. Mimo usilnych próśb, pani nie chciała mnie wypuścić, i wreszcie zadzwoniła po policję. Na chwilę się odwróciła, a ja od razu skorzystałem z tego. Wybiegłem z magazynku, truchcikiem przez sklep i jak tylko zbiegłem po schodkach od razu pędęm pobiegłem w byle którą stronę. Kumple potem mówili, że przebiegłem około 600 metrów zanim oni zdołali przejść 10. Morał z tego taki, że złodziejstwo nie popłaca... Od tamtego czasu omijam ten sklep szeeerokim łukiem : D
