Zdarzenie opowiadał mi kolega, który pracuje w firmie montującej instalacje gazowe w autach.
Pewnego razu przyjechała do nich klientka i stwierdziła, że jej niedawno kupiony Lanos gaśnie po przełączeniu na gaz.
Kumpel sprawdza, i faktycznie po przełączeniu auto zgasło.
Maska w górę i sprawdzanie wszystkich elektronicznych rzeczy.
Ponowny start i to samo.
Wtedy kolegę tknęło i zajrzał do bagażnika, a tam pusta butla. Powiedział o tym babce a ona z wielką pretensją:
- Panie, co mam tankować, przecież po to kupiłam auto na gaz, żeby nic nie tankować. Samochód w czasie jazdy sam łapie gaz z powietrza.
Kumpel i jego pomocnik mało się nie posikali a babka obrażona odjechała.
Swoją drogą to ciekawe czy sama to wymyśliła, czy sprzedający auto jej taki kit wcisnął?
