Rzecz się dzieje z 15 lat temu. Główną bohaterką jest pani mgr Iza C. (I), prowadząca ćwiczenia z matematyki na SGH. Pani mgr w tym czasie najwyraźniej oszczędzała na wymianie baterii do aparatu słuchowego. Dodam, że o aparacie dowiedziałem się kilka miesięcy później, w czasie zajęć był dobrze zamaskowany pod fryzurą. Oszczędność doprowadziła do takiej oto sytuacji.
Wyprowadzenie wzoru trwa od 2 minut, pani mgr wyraźnie wciągnęła się w temat i praktycznie nie odwraca się do sali. Pilniejszy student (P) zauważył błąd.
P: Pani magister, tam powininen być minus zamiast plusa - rzekł nieśmiało.
Po chwili tę samą uwagę powtarza kilka osób, po kolejnych kilku minutach w zasadzie chórem mówiła cała grupa ćwiczeniowa.(G) krzyczy:
G: TAM POWINIEN BYĆ MINUS!
Zero reakcji.
Toteż ludzie dali sobie spokój. Kilka minut później pani magister wyraźnie stała się zakłopotana, otrzymany wzór nie poskracał sie ładnie. Pani magister rzekła:
I: Czy ktoś z Państwa widzi może gdzieś błąd?
i na 2 sekundy odwróciła się w stronę studentów, ale ich poruszenie nie przykuło jej uwagi. Także kolejny chóralny komunikat o minusie nie podziałał. Mija minuta, moze dwie, w końcu dostrzegła błąd i z pretensją w głosie odzywa się do studentów:
I: Tu powinien być minus! Dlaczego mi Państwo nic nie powiedzieliście????
Po tym zdarzeniu uciekłem do innej grupy ćwiczeniowej :-)
