Profesor Zbigniew B. z Torunia, lekcja matematyki.
Liczymy macierze, a jak wiadomo jest tam strasznie dużo liczenia (na 5 uczniów rozwiązujących jest 6 różnych wyników, żaden poprawny). I tak profesor pisze rozwiązanie na tablicy. Zapisał całą, otrzymał jakiś wynik. Patrzy z niedowierzaniem, robi krok wstecz, wszyscy konsternacja, co się dzieje etc. i nagle słyszymy:
- Ale tu jest błąd. Dlaczego nikt mi nie powiedział? - I wskazuje początek tablicy, po czym ściera praktycznie całą i od nowa liczy.
W klasie słychać było tylko skreślające długopisy i ciche przekleństwa :D
