Pol. Śląska, dr. P na wykładzie z analizy matematycznej. Rysując zdaje się pochodną funkcji zadaje pytanie skierowane do grupy:
- Czy widać o co chodzi?
Grupa jakoś tak niemrawo pokiwała głową, na co doktor:
-Na studiach jest jak w biblii. Błogosławieni ci co nie widzieli a uwierzyli.
Tak się zresztą składało że wykłady mieliśmy jako ostatnie zajęcia w piątek, a ćwiczenia pierwsze zajęcia w poniedziałek, więc nie dość że mało ludzi to jeszcze wszyscy "ociężali" umysłowo. W końcu na pewnych zajęcia doktor podsumował nasze zaspanie dość ostrym tonem:
-Kto tu jest starostą?
Wszystkie spojrzenia padły na kolegę który niemrawo się zgłosił.
-Mam dla pana następujące zadanie. Na następne zajęcia przyniesie pan zdjęcie całej grupy uśmiechniętej entuzjastycznie, abym miał dla kogo wykłady prowadzić.
Atmosfera się na jakieś 15 minut ożywiła...
