Wycieczka klasowa do filharmonii:
Prowadząca zapowiedziała utwór i zespół muzyczny zakasał rękawy: skrzypkowie podnieśli smyczki, trębacze przytknęli trąbki do ust i tak dalej... Generalnie członkowie orkiestry zaczęli się rozgrzewać i stroić, więc odgłosy dochodzące z muszli koncertowej były nieco nieskładne i chaotyczne. Obok mnie zajmował miejsce pewien kolega, któremu ewidentnie wpadłam w oko i widać chciał się popisać błyskotliwością i obyciem, więc w pewnym momencie szturchnął mnie i szepnął, na swoje nieszczęście dość głośno:
- Hej, ja znam ten utwór!
Po ataku śmiechu wszystkich dookoła już się tego dnia więcej nie odezwał ;)
