Pewien wybitny polonista wrocławski, prof. F. słynął z niesamowitego wręcz roztargnienia. Pewnego razu przyszła do niego studentka z pytaniem, czy może otrzymać wpis. Pan prof. zaprosił dziewczynę do gabinetu, wskazał krzesło po czym wziąwszy indeks wyciągnął z kieszeni marynarki łyżkę i ową łyżką złożył zamaszysty podpis w indeksie. Studentka w pierwszej chwili oniemiała, ale w końcu zależało jej na wpisie, więc odważyła się powiedzieć: "Hmmm... Najmocniej przepraszam, pana profesora, ale to jest łyżka..."
Prof. F. spojrzał na nieszczęsną łyżkę ze spokojnym, zamyślonym zdziwieniem i powiedział: "łyżka? łyżka. Tylko czym ja dzisiaj obiad jadłem?'
