Jestem całkiem przystojny, konwersować dowcipnie i interesująco też potrafię, niestety jednak perspektywy pracy po studiach, jakie podjąłem - filozofia - często zmuszają mnie do mniej lub bardziej wyrafinowanych zabiegów z cyklu "kto zacz", bo raczej nie przeistoczę się w magnata finansowego.
Jeden z modnych warszawskich klubów, jestem z kolegami, ale ruszam w teren samotnie. To była moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Podchodzę do piekielnie ponętnej brunetki, wywiązuje się dialog:
ja: hej, czy lubisz facetów z drogimi autami?
ona: tak, bardzo, a co?
ja: a nic, selekcja negatywna.
Jedną z moich dziewczyn także tam poznałem. Wymienialiśmy ukradkowo spojrzenia, po czym wypaliłem w jej stronę: "śmiało, podchodź, porozmawiamy. Nie jestem informatykiem". Dalej poszło już bardzo składnie :)
