Uni Opole - germanistyka, egzamin z historii literatury, trudny jak cholera u niemki czystej krwi, kilka słów ledwo kobiecina po polsku potrafi uklecić. Dziesięć pierwszych osób wylatuje z dwujami. Dziewczyny płaczą, ogólnie panika, armagedon itd.
Kolejny w kolejce jest kolega Rafał, który nie słynie z zamiłowania do nauki, za to z tekstów sytuacyjnych jak najbardziej. Pani profesor ma w modzie każdego delikwenta osobiście wpuszczać do sali. Otwiera mu drzwi (dodam, że kobieta wygląda jak potwór z głębi oceanu, tylko jej takiej latarki nad głową do szukania żarcia w mule brakuje:P), kolega patrzy na nią i mówi jej prosto w oczy z ful powagą:
- "żeby dzisiaj coś zaliczyć to będe musiał do dziewczyny pojechać"
Cisza jak makiem zasiał. Wszyscy wybuchają śmiechem dopiero jak oboje znikają za drzwiami.:D
Po 10 minutach wychodzi zadowolony. Zdał kanalia na 4. Podobno jak go zapytała co jej powiedział przy drzwiach do przetłumaczył że "ma Pani bardzo ładne oczy":P
