Stoję kiedyś na przystanku i oczywiście pojawia się nieodwołalna część polskiej scenerii,czyli napruty dresik. Niedokarmiony raczej ale za to odpowiednio znieczulony i oczywiście w ułańskim humorze, więc dawaj pieprzyć głupoty do ludzi i zaczepiać jakieś dzieciaki itp... niegroźny ale wkurwiający. Ktoś nie zdzierżył, zwyczajny zupełnie typek podszedł do dresika i pchnął go z lekka. Ułan niestety przegrał pojedynek z grawitacją i wywalił się o własne sznurówki. Gdy podniósł się z ziemi, wysypał telefon z kiermany, podszedł do typa który go popchnął i wpychając mu telefon do ręki wybełkotał:
- Ty chłopaku, masz tu, dzwoń do Mamy i powiedz gdzie jesteś, żeby wiedziała w którym szpitalu cię szukać.
