Recz działa się parę lat temu jako niewprawiony w wojach - po maturce z kolegami poszedłem na piwo. Rodziciele wiedzieli że wrócę koło 1 - a że zawsze byłem słowny to zawsze wracałem o ustalonej godzinie. Trochę za bardzo się podchmieliłem jednak wracam pieszo do domu. Kawałek miałem. Już widziałem dom, doszedłem do klatki, otworzyłem drzwi, po drodze schody (mieszkam na parterze) i boom na wyrko i zasnąłem nie rozbierając się. Godzina była może 0:40. Minęła 2, rodzice zaniepokojeni dzwonią non stop bo mnie nie ma w domu, telefonu nie słyszałem bo spałem, ojciec już chciał mnie szukać po mieście - a że auto było u mechanika zszedł do piwnicy po rower, patrzy - ja leże sobie na starej wersalce pół metra od drzwi do naszej piwnicy. Do tej pory przy jakimś zjeździe rodzinnym opowiadają tą historie.
