Któregoś grudniowego wieczoru do domu [s]ąsiadki doszła wiadomość że jej małżonek leży gdzieś za domem pijany, żeby sobie co prędzej go wzięła bo chłop zamarznie ;p Sąsiadka z furią i rządzą mordu w oczach biegnie by" pouczyć" męża. No ale wiadomo jak to jest zima ciemno nie za dobra widoczność ;) Kobieta jednak odnalazła "coś" leżącego w śniegu. To już bez zastanowienia zaczęła go obkładać po twarzy i szarpać krzycząc:
[s]: co ty robisz?! Dzieci masz w domu pilnować! Jaki ty im przykład dajesz?!
Na to dochodzi jej nieznajomy ochrypły głos: Przecież ja nie mam dzieci..
Okazało się że właściwa osoba leżała z lekka dalej xD
