Opowieść kolegi, który studiuje na UR
Mają mieć kolokwium w formie testu. 2 termin. Ktoś podkradł kopię pytań na 1 terminie i wypełnił ten test (z książką w domu) - na wszelki wypadek, jakby się okazało, że wykładowca da ten sam.
Przyszedł czas na drugi termin. Jak się można domyśleć test był powtórką z poprzedniego.
Dobry kolega, który miał odpowiedzi po przepisaniu ich na swoją kartkę podał reszcie grupy.
I tak od ławki do ławki "szła" kartka z odpowiedziami. Doszło do ostatniej ławki - prowadzący mówi, że czas minął.
Wszyscy oddali kartki - zadowoleni jak nigdy
Mija tydzień, wykładowca wchodzi do sali - wszyscy wyluzowani - banan na twarzy.....a on prosi, żeby wszyscy wstali i zaczęli bić brawo Panu R.
Nikt nie wie o co chodzi.
Okazuje się, że podczas testu, kiedy odpowiedzi doszły do ostatniej ławki, kolega R. nie zdążył już ich przepisać na swoją kartkę i podpisał się długopisem... na tej z odpowiedziami wydrukowanymi na komputerze... i oddał wraz z innymi prowadzącemu ;)
