Sytuacja miała miejsce na kolonii nad morzem. Jak na każdej tego typu imprezie znalazł się chłopak (ok 8 lat ) który sprawiał rodzicom ogromne problemy wychowawcze więc wysłali go na kolonie.
Małemu bardzo nie podobało się na koloni i chciał wracać do domu. Nie pomogło tłumaczenie i prośby opiekunów w tym księdza.
Doszło do tego że przyłapano go jak próbuje uciekać z ośrodka na którym się znajdowali. Gdy opiekunowie zauważyli że młody znajduje się już za bramą ośrodka ruszyli w pościg.
Żeby uskutecznić obławę dwóch opiekunów wzięło go za ręcę i za nogi i niosą z powrotem do pokoju.
Młody wyrywa się i piszczy w wniebogłosy nagle ucichł i po chwili zastanowienia drze się do księdza oblanego potem.
- A ty to jesteś tym księdzem czy nie? bo widzę, że serca nie masz!!!!!
