Siedzę sobie u ojca w robocie (w biurze) i gapię się w monitor. Nagle po monitorze zaczęła łazić upierdliwa mucha. Z nudów chciałem ją postraszyć kursorem - będac ciekawy jak ta wsza zareaguje. Okazało się, że zaczyna biegać po monicie, uciekając przed wskaźnikiem.
W którymś momencie, stanął ktoś za moimi plecami - będąc pewien że to kolega, bawiłem się ze swoim pupilem jakieś 10 minut.
... w pewnej chwili: "żadnych podwyżek do końca przyszłego roku, ty nierobie ... " - burknał mój stary aksamitnym głosem :/
