Wracam z imprezy. Ponieważ jest to późna godzina kolega zaoferował podprowadzenie pod dom. Kiedy tak staliśmy pod moją bramą i obgadywaliśmy co się wcześniej działo, zauważyłam, że chodnikiem po przeciwnej stornie ulicy idzie banda dresów. Nagle jeden z nich o największych wymiarach odłącza się od grupy i idzie w naszym kierunku. Patrzę na kolegę, który jest dość mizernych wymiarów i przypominam sobie wykład Grzegorza Halamy, że w takich sytuacjach są trzy reakcje w przyrodzie - atak, ucieczka lub udawanie martwego. Wybrałam te 2 ostatnie opce. Dres podszedł i pyta jaki był wynik meczu Polska - Chorwacja, bo nie dotrwali do końca. My wciąż spraliżowani strachem,odpowiadamy zgodnie z prawdą - przegrana, że szkoda itp. Wtem podchodzi do mnie, przytula mnie i mówi czułym głosem: "Nie myśl, że każdy pijany dres jest agresywny i wulgarny. Niektórzy są kochani i słodcy". Dostałam buziaka w czułko. Poszedł. W życiu nie miałam tak szybkiego przejścia od paniki po płacz ... ze śmiechu :))
