Mama mi opowiadała, jak pojechała z kotem do weterynarza. Kolejka była, więc dla zbicia czasu właściciele zwierzaków zaczeli rozmowę. Między innymi siedziała tam może 5letnia dziewczynka. Kręcone blond włosy, niebieskie oczęta, ogólnie śliczna. No to ją zagadują, jak się jej piesek nazywa, no i mała odpowiada:
- A postanowiliśmy go nazwać Scooby Doo, co się trudno pisze, jednakże zawsze już będą się tak wabić nasze kolejne psy, gdy już tego zabraknie.
Ogólnie mówiła z wyszukanym słownictwem, widać, że mądra i się uczy. Po chwili rozmowy pewna pani pyta, czy może kotka też kiedyś mieli, czy tylko tego pieska.
- Mieliśmy kiedyś kotka, dopóki nie wypierdolił z domu...
Cała poczekalnia w śmiech, matka dziewczynki czerwona, krzyczy:
- Coś ty powiedziała! Przeproś państwa natychmiast!
Na co mała:
- A tak mi się wypsnęło.
