To było dobrych lat temu parę. Znajomi moi postanowili uczcic sobotę gdzies na wiejskiej dyskotece w remizie :). Jak to zwykle bywa - zawsze musi się znależć sirota, której przydarza się wszystko co złe. Nie inaczej było i tym razem. Jeden z kolegów, nie dość, że nie miał szczęscia w życiu osobistym, miał łeb słaby jak pierwszoklasista, to jeszcze był chudym posiadaczem potężnie zbudowanej mamuśki, której bała się cała okolica z synkiem na czele. Ot taka Helga! za każdym razem jak chłopak się urżnął, płakał jak niemowlę, ze strachu, co mu tym razem mamuśka zrobi.
Ale ad rem - pogoda piękna (maj...), więc wszyscy postanowili zaniesc go do domu. Jednakże na miejscu strach zwyciężył i miast wnieść go do do pokoju, ze strachu przed wspomnianą rodzicielką wywlekli go po schodach, oparli o drzwi i zwiali z obłędem w oczach.
Jak to zwykle bywa - po sobotniej dyskotece młodzież wiejska spotyka się na niedzielnej Mszy. Towarzystwo czeka na kumpla pod bramą, czeka, czeka, pół Mszy a jego ni ma. Pod koniec patrzą idzie - ręka na temblaku w drugiej kula, którą się podpiera, łeb obandażowany. Przerażenie - Carlos (ksywa) co ci sie stało?! A ten sepleniąc - drzwi się k..wa na zewnatrz otwierają.....
