Kilkanaście lat temu byłem z klasą (profil rozszerzony j. niemiecki) na wycieczce w Wiedniu. W Praterze - wiedeńskim wesołym miasteczku zabrakło nam drobnych na atrakcje i ktoś musiał iść rozmienić grubszą, papierkową gotówkę. Przy kasach było mnóstwo ludzi, więc wpadliśmy na pomysł, żeby Ula rozmieniła kasę w damskiej toalecie. No i poszła. Mijają minuty, kwadrans, a Ula nie wychodzi. Zniecierpliwieni wysłaliśmy Martę, żeby sprawdziła co jest grane. W chwilę później Marta ciągnąc Ulę wypada z szaletu. Co się okazało. Jak opowiadała Marta, gdy weszła do ubikacji, Ula stała wymach.jąc banknotem na środku pomieszczenia, a dookoła niej kierownik placówki, facet (!) klozetowy i ochroniarz. Gdy Ula zobaczyła Martę mówi:
- To jakieś debile są! Ja chcę rozmienić kasę, a oni mnie pytają skąd jestem? Ile mam lat? Co chcę robić w Austrii? Normalnie głupki!
- No dobra, ale jak ich pytasz o to rozmienienie? - mówi Marta - Pytasz: "Ich mochte vechseln?" (chcę rozmienić), czy inaczej?
Na to Ula:
- Eeeee, nieeeeee, mówię: "Ich mochte verdinen".... (chcę zarabiać)
No i taki skecz :) Czas komuny, granice pozamykane, wchodzi blondynka z Polski do kibla, macha pieniędzmi i się drze, że chciałaby zarabiać :D Szkoda, że nie widziałem miny tych gości :)
