Jeździmy sobie z kumplami "na kafejce" na deskach. Jak to często bywa na takich miejscówach, pełno panów (i pań) wątpliwej świeżości pod wpływem alkoholu, zwanych potocznie żulami. Zmęczeni jazda siadamy na murku i za 5 minut przychodzi jeden żulek. Normalnie podchodzi, podaje rękę każdemu, się przedstawia, pełna kultura. Żul odzywa się swoim przepitym głosem:
-Panowie, jest sprawa!.
No to sobie pomyślałem że poprosi żebyśmy się przenieśli w inne miejsce, bo deski hałasują i w ogóle. A gościu:
-Widzicie ten murek? Kto przegrinduje do końca dostaje dwa złote!. Beka była nie z tej ziemi, myśleliśmy że takie akcje, że żule płacą za triki to tylko w Tonym Hawku są :D
A najlepsze było jak kumpel najeżdża na ten murek a inny żul z przeciwległego murka:
-Dawaj młody, k..wa dyche na ciebie postawiłem!
