rzecz dzieje się jakieś 20 lat temu....
Mój brat za czasów liceum miał kolegę który miał na nazwisko Stolc i potocznie nazywano go w szkole stolcem.
Pewnego dnia (z rezsztą robił to bardzo często)wybrał się ze swoimi kolegami na wagary(m.in. wzieli ze sobą Stolca)Jak to chłopacy zaczęli się rzucać kamieniami. W pewnym momencie mój brat dostał w głowę i stracił przytomność. Zabrano go na pogotowie.
Kiedy się ocknął postanowiono zostawić go pare dni na obserwacji.Przyjechałem więc go odwiedzić i akurat trafiłem na odwiedziny lekarza prowadzącego,który spoglądając na kartę wiszącą na łóżku zapytał:
-Stolec był?
-na co mój brat: A on tu też je?
Myślałem,że padnę ze śmiechu:P
Po chwili doktor poprosił mnie o rozmowę i zapytał :czy brat zawsze miał problemy psychiką?
