Sytuacja zasłyszana, ale jak najbardziej autentyczna:)
Koleżanka koleżanki mieszkała w akademiku i miała ze sobą psa. Po jakimś czasie piesek jej zdechł, a nie chciała go wyrzucać do śmietnika. Zapakowała go w torbę i pojechała z nim do domu. W pociągu zagadał do niej jakiś facet, pytając co ona tam wiezie, że taka ciężka ta torba. Ona na to, że to głośniki:) Pogadali jeszcze jakiś czas i kiedy wysiedli z pociągu facet zapytał, czy pomóc jej nieść torbę, bo taka ciężka. Ona się zgodziła. A tu facet zaczął z nią uciekać! Myślał, że w środku naprawdę są głośniki i ukradł jej torbę:D Wyobraźcie sobie minę faceta, kiedy zobaczył co jest w środku:D
