Pewnej niedzieli zabrałam swoją 3,5 letnią córeczkę do kościoła. Msza nie trwała długo jednak i tak ponad siły mojej bardzo żywiołowej córki. kilka minut przed końcem mszy udało mi się ją namówić aby usiadła spokojnie. Dziecko siedziało i obserwowało sytuację. Organista grał i śpiewał, ksiądz udzielał wiernym komunii a Gabrysia była bardzo tym przejęta. W pewnym momencie nastała zupełna cisza gdyż organista skończył grać i czekał na kontynuowanie mszy przez księdza. Spokój, cisza jak makiem zasiał i to zaniepokoiło chyba moje dziecko bo ni z tąd ni z owąt podniesionym głosem oznajmiła:
- mamo - chyba ksiądz się zepsuł od tego śpiewania...
Cisza zamieniła się w śmiech otaczających nas ludzi.
