Mieszkaliśmy w bloku gdzie wszyscy się znali. Było miło i spokojnie. Pewnego dnia mama wracając
z pracy poczuła na klatce schodowej dziwny zapach - jakby alkoholu. Po kilku dniach sytuacja
się powtórzyła i w rozmowie z sąsiadkami doszły do wniosku, że niestety ale ktoś w piwnicy
pędzi bimber. Oczywiście próbowały się dowiedzieć kto mógłby dopuścić się takiego procederu,
bo sadząc po nasilającym się z dnia na dzień zapachu musiała być tego dość duża ilość. W końcu
mama nie wytrzymała i zeszła do piwnicy przeprowadzić śledztwo. Jakież było jej zdziwienie i
przerażenie kiedy kierując się zapachem doszła prosto pod drzwi naszej piwnicy. Po jej otwarciu
oczom mamy ukazał się 60 l. balon od wina, a w nim bulgocący w najlepsze ziemniaczany
zacier. Po dokończeniu śledztwa okazało się, że brat ( lat 10 ) pochwalił się starszym kolegom
że mamy duży balon do wina, a oni chcieli go pożyczyć. Brat bał się wynieść balon z piwnicy
więc zaproponował, że mogą korzystać z tego balonu u nas... i tak powstała mała bimbrownia :)
Zawartość balonu została oczywiście komisyjnie zutylizowana, ale ubaw mieli z nas sąsiedzi
jeszcze długi czas.
