Na wiejskim weselu koleżanki upatrzył mnie sobie ok. 60-cioletni wuj. Żonaty oczywiście. łaził za mną uparcie i namawiał mnie na wyjazd z nim do "Ameryki"... Tłumaczył mi, że on to ma dopiero 40, tylko jego stara tak źle wygląda, dlatego z nim nie pojedzie, a my będziemy tam bardzo szczęśliwi... W pewnym momencie mówi do mnie - Jak tam pojedziemy to będziemy po twojemu gadać. Ja mu na to: po jakiemu mojemu, po mojemu to jest po polsku! On na to - to ty nie umiesz po amerykańsku??? Ja: skąd, w ogóle. On mi na to - to ty ciemna masa jesteś!!! Ludzie pokładli się ze śmiechu... ;-)
Na koniec, gdy go już wyprowadzali z sali - sam nie mógł wyjść biedaczysko - krzyknął do mnie przez całą salę: Jakbyś była mądra, to byś ze mną pojechała!!!!
Znajomi długo jeszcze wspominali moją wewnętrzną walkę po tym zdaniu... ;-)))
