Sytuacja sprzed kilku tygodni. Wracam ze szkoły PKSem. Na jednym z przystanków wsiadł podpity starszy koleś z piwem w ręku. Bezproblemowo kupił bilet. Autobus ruszył, facet zamiast usiąśc na siedzeniu, skorzystał z podłogi. Usiadł, wyciągnął nogi, i zaczął zagadywac ludzi... W między czasie facet pogadał też z samym sobą, pospiewał sobie... Przejechaliśmy tak może z 15 minutek, kiedy ów facet krzyczy do kierowcy na cały autobus:
- Kierowniku, kierownik się zatrzyma... Mi się chce szczac!
Ludzie zaczęli się pod nosem śmiac, ale kierowca nie zareagował. Facet nie dał za wygraną...
- Kierowniku, siku mi się chce, zatrzyma się pan na minutkę.
Kierowca oczywiście nadal się nie odzywał. Facet sobie chwilę pośpiewał, po czym wstał, chwiejnym krokiem złapał się za rurę...
- No kierowniku, szczac mi się chce, co... Mam Ci tu w autobusie narobic? No na minutkę, zrobie co muszę, i zaraz wrócę.
Kierowca w koncu zatrzymał autobus. Facet wysiadł, a autobus... ruszył. Kierowca zostawił faceta i po prostu odjechał :)
