Jerzy Maksymiuk, dyrygent, podczas wyjątkowo nieudanych zajęć studiów orkiestrowych zeźlił się okrutnie, poczerwieniał na twarzy, rzucił batutę gdzieś w głąb sali i do całego zespołu, prawie wyłącznie męskiego z wyłączeniem jednej flecistki, wrzasnął:
- Wszyscy jesteście ch**e! - I wskazując palcem biedną jedynaczkę w zespole: - Pani Bożenka też!
