Historia z przed miesiąca. Jako że lubię sobie czasem poeksperymentowac z tabletkami, postanowiłam przed wyjsciem do baru zarzucić sobie acodin na lepszy humorek. Baniuszka fajna, euforia i w ogóle super luz. Dopóki nie zaczęłam mieszać. W kazdym bądź razie efekt opłakany. Totalnie zezgonowałam. Siedzę sobie przed barem na schodku kiwam się i rzygam i tak przez pół godziny nie umiejąc złapać kontaktu z bazą. Za mną mój kumpel czeka aż skończę, podchodzi do niego kolega, zaczynają gadać o pierdołach, a mnie od tej gadki jescze gorsze żyganie bierze.
Nagle jeden z nich (cąłkiem obcy typek) zatroskany mówi do kumpla
-może ona by się coli napiła?
Ja po półgodzinnym milczeniu podnoszę głowę. I pijackim bełkotem wyjebałam
-sammm sie kurrrrwa koli napij..!
i powróciłam do zgonowania ;)
