Pamiętam,że to był jeden z tych grudniowych dni, kiedy opady deszczu kończył mroźny wieczór.Wybraliśmy się z żoną i synem/cztery lata/ w odwiedziny do rodziców.
Idąc bardzo powoli, bo nogi w rozjazdach, rozmawialiśmy o świątecznych prezentach.
Nagle za rogu bloku wyjechał na rowerze mężczyzna w sile wieku usiłując wziąć zakręt pod kątem 90 stopni. Owszem kierownicę skręcił ale pojechał prosto i tylko przez chwilę, po czym zatrzymał się na krawężniku,oczywiście tylko rower- bo gościu leciał dalej .Staropolski okrzyk-" kurw@ mać" głośnym echem odbił się od bloków.
Staliśmy przez chwlę zastanawiając się czy przeżył.Pełni współczucia podeszliśmy bliżej, gościu już był na czworakach i łapał kontakt z rzeczywistością, kiedy mój syn wypalił:
-Jak będzie pan tak brzydko mówił to panu mikołaj nic pod choinkę nie przyniesie,prawda tato?
Przyśpieszyliśmy kroku nie chcąc dopuścić do następnej tragedii tym razem z naszym udziałem.
Po dłuższej chwili milczenia przemówiła żona:
-myślę synku, że ten pan przed chwilą spotkał się ze świętym mikołajem , w takim długim tunelu ze światełkiem na końcu.
