Ostatnio mój szwagier zakładał płytki u Pewnej rodzinki. Był tam pewien mały chłopiec (tak z 5 latek), który strasznie niewyraźnie mówił. I ten chłopiec przychodzi do szwagra i mówi:
- Ty za ty umiesz naprawiać zamki? Oczywiście bardo niewyraźnie.
Szwagier z trudem go zrozumiał ale mówi:
- Jeśli jakiś łatwy to może go naprawić.
Na to malec:
- To chodź naprawisz.
Na to szwagier. Nie teraz, teraz muszę pracować.
Malec nie dając za wygraną.
- No chodź zerkniesz.
- Szwagier się zastanawia co to za zamek? Jakaś skarbonka, czy może kłódka od rowerka, ale twardo. - Nie teraz. Nie mam czasu.
No to maluch odchodzi. Za chwilę wraca i znów
- No chodź zerkniesz.
- Nie teraz może później.
A malec na to - No a ile kasiory byś za to chciał? (oczywiście wszystko bardzo niewyraźnie).
Na co szwagier stracił cierpliwość i mówi:
- Nie teraz, mam rozrobiony klej i nie mogę się oderwać. Odejdź bo mi przeszkadzasz.
No to malec odchodzi zrezygnowany.
Po jakimś czasie przychodzi do niego babcia wraz z chłopcem i się pyta czy nie jest głodny, może by coś zjadł. A szwagier:
- Głodny nie, ale napił bym się herbaty.
Na to babcia do chłopca.
- Gdzie jest mama? Weź ją zawołaj.
A on:
- Mama zatrzasnęła się w łazience
:-)
