Opowiedziane przez profesora PO - stefana, jeszcze z jego czasów studenckich.
Mieli oni bowiem wykładowcę, który jak żaden inny lubił swoich studentów. Lubił im pomagać w miare możliwości, pożyczać sprzęty. Jednak ów profesor miał też słabość do ładnych studentek i kiedy tylko była ku temu okazja korzystał ze statutu bycia profesorem.
Razu pewnego stefan wraz z kolegami poszli do domu owego wykładowcy w celu oddania mu jakiejś rzeczy. Facet otwiera drzwi, wyraźnie wkurwiony i mówi "no chłopaki, nie mieliście kiedy przyjśc...no ale wejdźcie"
chłopaki weszli a tam w salonie rozłożone namiot. Wszyscy oczy w słup, pytające spojrzenia w kierunku wykładowcy
- no chłopaki, szybko, widzicie, że jestem z dupą na wczasach
