Działo się to ze 20 lat temu, kiedy to przymusowo na dwa latka do woja trzeb było iść. A w woju jak wiadomo nuda.
Podczas zajęć o obronności kraju prowadzonych przez pewnego starego majora, bardzo się senny zrobiłem więc, postanowiłem przyciąć komarka.
Nagle budzę się i słyszę:
"Nie śpi żołnierz, nie śpi"
Patrzę dyskretnie do przodu - wszyscy na mnie, do tyłu - to samo. Zrozumiałem, że mam lekko przejebane...
Wstałem szybko i salutuje, a major jak nie zacznie pieprzyć, że ja śpię kiedy on takie ważne rzeczy mówi. Chyba z pół godziny mnie już tak męczy i w końcu pyta mnie co zapamiętałem z tej "lekcji"...
A ja na cały głos - "NIE ŚPI ŻOłNIERZ NIE ŚPI!"
(Major w tej chwili ROTFLa, a mnie to chyba uratowało).
