AGH, Kraków, spory kawałek czasu temu.
Jako że profesor na studiach doktoranckich był bardzo wyrozumiały i zważał na to, że jego zajęcia odbywały się o dość niewygodnej porze, pozwalał nam na to by na wykład chodziło tylko kilka osób i spisywało jego mądrości, dzieląc się później notatkami z innymi.
Pewnego dnia nasza grupa wybitnie zaniemogła i na wykład poszedł tylko jeden kolega. Profesor powitał go z radością i zaczął wykład. Kolega w trakcie notowania tego fascynującego wykładu zasnął,a gdy się obudził, zobaczył przed sobą profesora siedzącego przy biurku i czytającego gazetę.
- Ooo... Już można? - zapytał profesor, po czym wstał i kontynuował pisanie dowodu na tablicy.
