Przyszłem raz na uniwerek nieco wcześniej, niż zwykle, jakoś tak zaraz przed siódmą. Praktycznie nikogo jeszcze nie było na moim piętrze. Usiadłem na ławce i nagle do sekretariatu (który był nieopodal) przyszła sprzątaczka, trzymając w ręku przezroczysty worek z jakąś podejrzaną zawartością.
- Pani zobaczy, jakich mamy studentów - rzekła do referentki. - Nasikał do worka i powiesił na klamce.
Padłem.
