Technikum Chemiczne, matematyka, ostatnie lekcje w roku szkolnym.
Siedzi klasa, luźna gadka, pani Profesor od Liczenia, dodawania odejmowania i tym podobnych różnym textem zapodaje. W pewnym momencie, robi się dosć głośno, ot ludzie się rozgadali.
Momentalnie, wrzask pani profesor:
No nie mam dziennika aby przyłożyć dziennikiem ale moge walnąć z bańki jak Zidan!
Wszyscy umarli, wstali, popatrzeli jak leżą i poszli umierać dalej.
