Wieczór. Siedzę w pokoju, gdy nagle moja mama zwijając się ze śmiechu pokazuje gestem, żebym poszła za nią do sypialni. Zdezorientowana, bo akurat uczyłam się do egzaminu, podążam za nią. Mama pośród salw śmiechu opowiada mi historię: Leżała w łóżku i czytała książkę przy zapalonej małej lampce. Nagle zauważyła na ścianie mały cień. Nauczona przez doświadczenia z poprzednich nocy (środek ciepłego lata) stwierdziła, że tym razem będzie sprytna i zabije skubańca komara zanim ten znów zacznie ją męczyć w nocy. A więc moja superbohaterka mama wyskoczyła z łóżka, zamierzyła się książką, którą trzymała w ręce i z całym impetem przywaliła w ścianę. Jakież było jej zdziwienie, kiedy książka na ścianie została... Procesy myślowe były ciężkie, aż w końcu mama załapała, że komar nie był komarem tylko... gwoździem od obrazka, który zdjęła kilka dni wcześniej. Moja reakcja na tę opowieść była nieziemska. Tak samo jak pamiątka, którą mamy do dziś - dziura w grubookładkowej książce - na wylot :)
