Stoję sobie po bilet miesięczny, byłam wkurzona. Jakaś babka próbowała się przede mnie wcisnąć w kolejkę, więc niby do siebie mówię jej co o tym myślę. Oczywiście z wielkim uśmiechem na twarzy. Podchodzę do okienka, mówię, co chcę, a że Pani słyszała moją rozmowę, zaczęła sobie gadać. Ja nie pozostawałam jej dłużna. W pewnym momencie wywiązał się między nami taki dialog:
- uważaj, bo zaraz zadzwonię do Twojego dyrektora!
- noo, to sobie Pani nie pogada, bo ja mam dyrektorkę ;]
