Dzieci w moim przedszkolu często bawią się w dom. Budują z pudeł i krzeseł swoje mieszkanka w różnych kątach sali, rozstawiają garnki itp. Któregoś razu nagle woła mnie uwielbiany przez dziewczyny Kuba. Podchodzę i widzę że stoi w swoim "domku" otoczony wianuszkiem dziewczyn. Wlepiły we mnie oczy jak sroki, udając niewiniątka. Kuba tymczasem żali się:
-Przecież nie może być tyle psów!!!
(Najwidoczniej wszystkie role, czyli mama, tata, wujek, ciocia, dziecko, zostały już rozdane i dziewczyny chciały być psami. Byle przy Kubie!!! Zaiste - spojrzenia miały wtedy bardzo "psiejskie - czarodziejskie".)
Zapytałam czy weszły bez pytania i czy przeszkadzają. Na to jedna przez drugą zaczęły mówić:
-Mnie Kuba zaprosił!
-Mnie też!
-I mnie! Kuba, już nie pamiętasz?
Wobec takiej sytuacji biedak Kuba, nie czekając na moją reakcję, mówi:
-Dobra, możecie zostać, tylko nie szczekajcie!!!
