Sobota wieczór. Po opróżnionej radzieckiej siódemce siedzimy w barze. Leje sie piwo. Kumpel nie mający zbyt mocnej głowy zaczyna zmieniać kolory, proponujemy mu aby poszedł do kibla żeby nie narobił nam obory. Mówi ze wszystko w porządku nic mu nie jest. Po minucie mówi:"Chłopaki to ja chyba jednak pójdę do tego kibelka..."
