Pewnego dnia [niedziela dokładnie] przechodziliśmy z kumplami kolo jednego z bardziej zapchanych przystanków w naszym mieście [położonym w pobliżu największego kościoła]
Pełno "moherów", straszny tłum...
Przechodzimy akurat kolo kosza na śmieci, nagle kolega grzebiąc ręką w śmieciach krzyczy rozpaczliwie :
- ej, chłopaki! żadnej puszki nie ma, co ja matce powiem :(
[reakcja ludzi była co najmniej śmieszna ;F]
