Liceum. Wspaniałe czasy.
Palenie za "winklem". Codziennie.
Gdy robiło się ciepło, na boisku kopaliśmy sobie w przerwach, na lekcjach wfu.
I był tam też winkiel, gdzie czasem paliliśmy.
Scenka rodzajowa.
Kumpel stoi z papierosem i obserwuje z zaintrygowaniem mecz.
Klepnięcie w ramię.
0 odwracania głowy.
- Spadaj, nie mam.
Mocniejsze klepnięcie.
- Spadaj, mówię, że nie mam już szlugów.
Złapanie za ramię.
- Dobra, bierz bucha i sp***alaj!
Odwraca się.
Dyrektorka.
Jak możecie się domyślać...było wesoło :D
