Idę sobie niedawno ulicą, patrzę, a tu pod kioskiem stoi kilku podpakowanych kolesi i się częstują fajkami. Nic, idę dalej. zza rogu wychodzi w sumie typowa u mnie w mieście blondyna(tleniona oczywiście) i podchodzi do tych dresów. Oni do niej:
- A ty gdzie idziesz?
- Uczyć się, k..wa.
- Czego?
- k..wa angielskiego.
Dresy się zaśmiały. - Tobie to tylko "hałarju" wystarczy.
