Rzecz się ma mojej starszej(23l.) siostry. Siedzę sobie dzisiaj na łóżku i powtarzam tematykę z historii. Dokładnie były to wiadomości z prehistori. Australopiteki, cała ewolucja itd. Pod koniec działu trafiłem na pytanie: "Jakie cechy biologiczne i społeczne pozwalają na wyodrębnienie człowieka ze świata zwierzęcego?"
Pytanie banalne. Zwracam się z nim do siostry żeby jakoś nawiązać konwersację. Po chwilowej ignorancji mojego pytania, [S]siostra zaczęła sie zastanawiać. Ja[J] staram się ją naprowadzać na właściwy tok myślenia. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
J:No jak brzmi prawidłowa odpowiedź? przecież miałaś biologię w szkole!
S:Ale o jakie różnice Ci chodzi?
J:No np, co Cie odróżnia od takiego konia? co on ma czego ty nie masz? jak on się zachowuje?
S:od konia?
J: no taki przykład Ci podaję. koń to ssak. ty też jesteś ssakiem, a jednak jest pomiędzy wami jakaś różnica!
S:Nie mam grzywy?
