Kolega opowiedział mi tę historie jako własne przeżycie - choć ja wyczuwam tu raczej jakąś urban legend. Tak czy siak, to moje subiektywne odczucie. A rzeczona historia miała się podobno tak:
Kolegę, który prowadzi firmę reklamową, odwiedzili potencjalni kontrahenci z Poznania. Po całym dniu rozmów, negocjacji itp. dupereli, udali się wieczorem na obiad. Towarzystwo rozochocone licznymi tostami poczuło nagła falę namiętności.
Zawezwano więc taxi i udano się do agencji (ponoć najlepszej w mieście). Ale dziewczyny były jakieś takie nie tego. Więc następna agencja - a tam brudno, w kolejnej ktoś ich nie przywitał należycie. Koniec końców, towarzystwo przyjechało "na kółko", gdzie na chodnikach rezydują najbardziej wyeksploatowane przedstawicielki profesji.
Taksówkarz, na życzenie klientów, zatrzymał się przy jednej z pań. Opuszczono szybę i do wozu zbliżyła się chyba najleciwsza z wszystkich "prostych tutek" naszego grodu. Padło pytanie:
- Co robisz?
- Wszystko, kotku!
- To zmieniaj koło.
