Historie opowiedzial mi kolega w bylej pracy. Mowi :" Ostatnio poszlismy na spora impreze do kolezanki.Impreza odbywala sie w jej wielkim domu z wielkim ogrodem wiec moj kumpel zabral ze soba psa aby sobie pobiegal. Pies rasy Husky. Wszyscy wiedzieli ze kumpela ma fiola na punkcie swojego miniaturowego krolika albinosa. Po obfitym piciu i grillu wszyscy mieli sie juz klasc spac az tu nagle do ogrodu wbiega Husky z krolikiem w zebach.Caly uwalany blotem. No i myslimy co tu zrobic.Bylismy juz mocno pijani wiec wpadlismy na "genialny" pomysł: zabralismy psu krolika, umylismy
pod prysznicem, wysuszylismy suszarka i sru z powrotem do klatki. Rankiem (ok 14) budzimy sie i zamierzamy palic glupa az tu nagle do pokoju wpada wlascicielka domu i krolika z wrzaskiem:
"Co do cholery jasnej robi moj krolik w klatce skoro zdechl wczoraj rano?!!" "
Jak mi to opowiedzial myslalem ze padne ze smiechu. Takie wtopy zdarzaja sie raz w zyciu :))
Pozdrawiam
