Siedzę sobie w knajpce z mojem Kochaniem i kumpelą, moją naroślą ulubioną, gadamy, nic się nie dzieje, nuda po prostu. Zaczęłam się bawić plastikową rurką, znaczy ją podpalać. Nagle Luby wyskakuje z tekstem "Kochanie, nie śmierdź!". Dawno tak się nie uśmiałam ;] Za takie chwile go kocham ;p
